Murem za III LO w Lubinie!
Data dodania: 08 lipca 2018
Murem za III LO w Lubinie!

Odkąd pamiętam w budynku przy ulicy Konopnickiej w Lubinie swoje siedziby zawsze miały szkoły, które uchodziły w mieście za najlepsze. Takie zresztą były. Najpierw Szkoła Podstawowa nr 4, później, na skutek reformy w 1999 roku, Gimnazjum nr 4, któremu z czasem nadano imię Jana Pawła II. Marzeniem młodzieży było móc uczyć się w tych szkołach, nie tylko ze względu na bardzo wysoki poziom nauczania, znakomitą kadrę dydaktyczną, ale również na warunki infrastrukturalne.

Była to bowiem najnowocześniejsza szkoła w mieście, przestronna, dobrze wyposażona, z fantastycznymi boiskami (okupowały je dzieci ze wszystkich szkół), później – z basenem. Była, co tu kryć, oczkiem w głowie władzy – w tym samych prezydentów - Roberta Raczyńskiego, który doprowadził na początku lat dziewięćdziesiątych do jej powstania, Tadeusza Maćkały, Dariusza Milki, Romana Sadowskiego i od 2002 roku znowu Roberta Raczyńskiego, który często stawiał tę szkołę za wzór pod wieloma względami. Tym bardziej dziwi mnie jego obecna postawa, którą zaświadcza o lekceważącym stosunku nie tylko do walczących w obronie szkoły, ale również samego siebie, gdyż zaprzecza swoją decyzją wszystkiemu, co przez lata o tej szkole mówił, stając się, co tu dużo mówić, prezydentem niewiarygodnym.

Odkąd pamiętam w budynku przy ulicy Konopnickiej w Lubinie swoje siedziby zawsze miały szkoły, które uchodziły w mieście za najlepsze. Takie zresztą były. Najpierw Szkoła Podstawowa nr 4, później, na skutek reformy w 1999 roku, Gimnazjum nr 4, któremu z czasem nadano imię Jana Pawła II. Marzeniem młodzieży było móc uczyć się w tych szkołach, nie tylko ze względu na bardzo wysoki poziom nauczania, znakomitą kadrę dydaktyczną, ale również na warunki infrastrukturalne.

Była to bowiem najnowocześniejsza szkoła w mieście, przestronna, dobrze wyposażona, z fantastycznymi boiskami (okupowały je dzieci ze wszystkich szkół), później – z basenem. Była, co tu kryć, oczkiem w głowie władzy – w tym samych prezydentów - Roberta Raczyńskiego, który doprowadził na początku lat dziewięćdziesiątych do jej powstania, Tadeusza Maćkały, Dariusza Milki, Romana Sadowskiego i od 2002 roku znowu Roberta Raczyńskiego, który często stawiał tę szkołę za wzór pod wieloma względami. Tym bardziej dziwi mnie jego obecna postawa, którą zaświadcza o lekceważącym stosunku nie tylko do walczących w obronie szkoły, ale również samego siebie, gdyż zaprzecza swoją decyzją wszystkiemu, co przez lata o tej szkole mówił, stając się, co tu dużo mówić, prezydentem niewiarygodnym.

Odkąd pamiętam dyrektorką tych szkół była pani Anna Słowikowska, zaangażowana nauczycielka i bardzo sprawny menager. Słowikowska cieszyła się ogromnym uznaniem wśród lokalnej społeczności - uczniów, nauczycieli, rodziców, kolegów i koleżanek, a także i władzy, która dzisiaj bez głębszego zastanowienia niweczy dzieło jej życia. Szacunek wśród lubinian pozwolił dyrektorce skutecznie działać na rzecz miasta, również w charakterze radnej powiatowej. Funkcję swoją przestała pełnić wraz z nadejściem reformy Anny Zalewskiej. Trzymała tę szkołę żelazną ręką, co przyniosło jej placówce znakomitą renomę i pozwoliło stać się kuźnią talentów i innowacyjności. Trzeba w tym miejscu wyraźnie zaznaczyć, że wielu nauczycieli marzyło o tym, by móc pracować pod jej kierunkiem, a to ze względu na stabilizację, którą potrafiła szkole zagwarantować. Piszę o tym nie dlatego, by postawić Słowikowską na piedestale, ale po to, by pokazać tym, którzy słyszą o szkole po raz pierwszy, że stworzyła miejsce, które stało się edukacyjną potęgą i że to właśnie dlatego nauczyciele i pozostali pracownicy nie mogą pogodzić się z jego likwidacją, która grozi mu po zakończeniu nauki przez gimnazjalistów.

Schedę po Słowikowskiej przejął inny nauczyciel wychowania fizycznego – pan Artur Pastuch. Było to bodajże w ubiegłym roku szkolnym. Ponieważ minister Zalewska położyła kres gimnazjom, zaczęto zastanawiać się, co zrobić, by nie przepadły zupełnie lata ciężkiej pracy, by ocalić to ważne na lubińskiej mapie edukacyjnej miejsce. Uchwałą nr XXVIII/206/2017 w sprawie dostosowania sieci szkół ponadgimnazjalnych i specjalnych do nowego ustroju szkolnego oraz ustalenia sieci szkół ponadpodstawowych i specjalnych na terenie Powiatu Lubińskiego na okres od dnia 1 września 2017 r. do dnia 31 sierpnia 2019 r. z 30 marca 2017 r. Rada Powiatu utworzyła przy Konopnickiej III Liceum Ogólnokształcące (od 2011 roku szkoły średnie podlegają w Lubinie miastu, nie powiatowi). Nauczyciele i uczniowie zaczęli z nadzieją patrzeć w przyszłość. Radość trwała krótko, gdyż władze miasta chwilę później zamierzali przeprowadzić na szkołę pierwszy zamach. Udało się go jednak udaremnić. Nauczyciele postanowili udowodnić Raczyńskiemu, że potrafią utrzymać poziom szkoły (za niedługi czas mogłaby stać się na lubińskim rynku szkołą wiodącą) i sprawić, że młodzież bardzo chętnie podejmie w niej naukę. Rozpoczęli działania promocyjne i stworzyli nowe kierunki kształcenia, inne od tych, które prowadzone są w dwóch pozostałych lubińskich liceach. Ogłoszono tegoroczny nabór. Do szkoły zaczęła rekrutować się młodzież. W pierwszym wyborze naukę zadeklarowało siedemdziesięciu kandydatów. Kilka dni temu prezydent Raczyński, w trakcie trwającego naboru, określonego zatwierdzonym przed kilkoma miesiącami regulaminem, zmienił zasady i podniósł progi punktowe, co uniemożliwiło części uczniów dostanie się do świadomie wybranej szkoły. Po co? Po to, by udowodnić brak zainteresowania szkołą, ale i po to, by uczniowie wypełnili miejsca w tworzonych naprędce klasach w pozostałych szkołach średnich, po to, by pokazać swoją nieskończoną władzę.

Nauczyciele, pracownicy, rodzice i uczniowie stanęli do drugiej walki. Zamiast odpoczywać i zbierać siły do pracy w kolejnym roku szkolnym, okupują budynek urzędu miasta, domagają się sprawiedliwego traktowania, doceniania ich naprawdę wieloletniej pracy, odstąpienia od działań, zmierzających do udaremnienia naboru. Nie za bardzo mają jednak z kim rozmawiać. Prezydent Raczyński, z typową dla siebie nonszalancją, lekceważy kierowane do niego zaproszenia. Wysłał do protestujących swoich dwóch pracowników – sekretarza miasta oraz naczelnika wydziału oświaty. Obaj znają się na edukacji tyle, co na medycynie. Nie potrafią odpowiedzieć na podstawowe pytania, stawiane im przez zdeterminowane grono pedagogiczne, za którym przez cały czas ujmuje się dyrektor Pastuch, wyrażający publicznie swój sprzeciw wobec poczynań władzy. Przypomina mi to sytuację sprzed kilku lat, kiedy lubińskie władze powiatowe podjęły decyzję o likwidacji zespołu szkół technicznych, ulokowanego w podlubińskiej wsi. Walczył o niego zagorzały przedstawiciel jednego z większych związków zawodowych, zresztą nauczyciel likwidowanej szkoły. Przestał walczyć, kiedy zaproponowano mu funkcję wicedyrektora w innej szkole. Po latach doczekał się stanowiska kierowniczego w miejskiej firmie. Pozwalam sobie na tę dygresję, wierząc, że tym razem nie będzie podobnie. Oby determinacja nie miała ceny!

Sprawą zainteresowało się wiele stacji telewizyjnych i radiowych. Dziwi, że protestującym nie pomaga ani Bogusława Potocka, Przewodnicząca Rady Miejskiej Lubina, z wykształcenia nauczycielka, ani Jadwiga Musiał, Przewodnicząca Rady Powiatu Lubińskiego, z wykształcenia nauczycielka. Czy nie po to wybrane zostały przez mieszkańców, by strzegły interesów ich samych, a także grupy zawodowej, z której się wywodzą? Za każdym razem tylko obiecanki cacanki, a głupiemu radość. Dumny jestem z moich Koleżanek i Kolegów. Stoję za nimi murem! Choć władze postąpią i tak, jak chcą, wyrażają swój sprzeciw. Nie da się bowiem biernie patrzeć na likwidację szkoły, która rozsławiała miasto, której absolwenci są jej godnymi reprezentantami, która integrowała lokalną społeczność. Trzeba wyrazić swój sprzeciw, by pokazać, że praca nauczycieli nie może być przekreślana jedną decyzją, podyktowaną względami ekonomicznymi, że nauczyciele nie są grupą, do której można bezkarnie strzelać, rzucać ją na kolana i czekać aż się znowu podniesie, bo pokazała, że potrafi podnosić się bez końca, a więc i tym razem jakoś się otrząśnie. Nauczyciele mają w ręku mocne argumenty. Nie tylko te merytoryczne, o których mówią głośno, ale również te w postaci wyborczych głosów. Nie powinni wahać się w tej sytuacji ich po prostu jesienią użyć!

O autorze:

 

Grzegorz Ćwiertniewicz jest doktorem nauk humanistycznych (historia filmu i teatru polskiego po 1945 roku), polonistą, wykładowcą akademickim, pedagogiem, dyrektorem Technikum nr 15 im. Marii Skłodowskiej-Curie we Wrocławiu, publicystą, a także autorem wydanej pod koniec 2015 roku biografii Krystyny Sienkiewicz – „Krystyna Sienkiewicz. Różowe zjawisko”. Należy do Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych (AICT/IATC). Publikuje w „Polonistyce”, „Teatrze”, „Dyrektorze Szkoły”, „Kwartalniku Edukacyjnym” i „Edukacji i Dialogu”. Współpracował jako recenzent z Nową Siłą Krytyczną Instytutu Teatralnego im. Z. Raszewskiego w Warszawie, wortalami: „Dziennik Teatralny” i „Teatr dla Was”, a także serwisem Tomasza Lisa – „natemat.pl”. Poza pisaniem recenzji zajmuje się również przeprowadzaniem wywiadów z aktorami, reżyserami i innymi osobami, dla których sztuka ma ponadprzeciętne znaczenie. W portalu elubin.pl komentuje polską, i nie tylko, szeroko pojętą kulturalną i społeczną rzeczywistość.

http://grzegorzcwiertniewicz.natemat.pl

Informacja
Aktualnie przeglądasz wersję elubin.pl dla telefonów komórkowych. Zapraszamy do odwiedzenia strony głownej portalu.

Copyright © 2006-2018 Portal Lubina. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.