Aktualności
Opowieści o ludziach: Skoczyła po ulgę?
Data dodania: 12 lutego 2018
Opowieści o ludziach: Skoczyła po ulgę?

-Oj, panie, jaka to ulga? – załamuje ręce mama Joanny. – Jaka ulga, gdy pozostawia się łzy…

Na koronach drzew lubińskiego cmentarza urzęduje mnóstwo ptaków. Dokucza i żywym, i umarłym. Na grobach widać ślady tego urzędowania. Pani Maria pokazuje mi zaschnięte odchody. Potem wciska nerwowo ścierkę do kubełka z wodą i myje pomnik. Odwraca głowę i mówi:

    -Widzi pan, można to ptactwo znienawidzić, zwymyślać… Jak to życie przeklęte, jak tych ludzi, którzy rozsiewają zło. Niby dla idei to robią. Kto im dzisiaj wierzy, panie, kto?

     Joanna urodziła się w Lubinie. Tutaj bawiła się z rówieśnikami na podwórku, chodziła do przedszkola i szkoły, tutaj wreszcie wyszła za mąż, urodziła córeczkę i tutaj została pochowana na starym cmentarzu. Była dziewczyną pogodną. Zawsze potrafiła znaleźć w sobie tyle siły, by potraktować uśmiechem złośliwości losu. Stąd jej dramatyczny skok znajomi przyjęli z ogromnym zdziwieniem. Przecież miała wszystko…

    -Była bardzo ambitna – kontynuuje pani Maria. – To chyba nasza wina. Zawsze powtarzaliśmy jej z mężem, że najlepiej jest samemu sobie radzić w życiu. Los trzeba przyzwyczajać do siebie. Dlatego córka zawsze sobie radziła… Kto to widział, że miała tak mało siły?

    Joanna urodziła córeczkę w zeszłym roku. Jej mąż zaraz po narodzeniu dziecka wyjechał do Grecji. Wiadomo, młodzi chcieli się dorobić. Jakoś tak wyszło.

    Pracowała w dużej firmie, bardzo dużej. Bała się, żeby jej nie zwolnili. Nie poszła więc na urlop wychowawczy. Wróciła do pracy. I nie było tak źle.

    Któregoś dnia jednak jej mąż, Wojtek, zadzwonił i powiedział, że zostaje w tej Grecji. Pieniądze będzie przysyłał, ale nie wróci. Jej też nie ściągnie… Bo tam inne życie…

    Jeden z kolegów, który właśnie wrócił stamtąd opowiedział Joannie prawdę. Po prostu Wojtek, znalazł sobie inną, młodszą. Kazał przekazać, że na pewno nie wróci. W Lubinie pozostawił nie tylko żonę i córkę, ale i wielu wierzycieli. Nie miał zamiaru nikomu nic oddawać. Niech sobie go szukają.

    Wtedy to wierzyciele zaczęli odwiedzać Joannę. Domagali się swoich pieniędzy. Początkowo tłumaczyła, że to nie ona, że nie wiedziała o niektórych pożyczkach męża. Kilku cinkciarzy straszyło ją, że podpalą chałupę. Obiecała więc, że zwróci wszystko.

    I zwracała. Pracowała ponad siły, Brała do domy zlecenia na przepisywanie różnych tekstów. Trochę zarabiała, trochę dorabiała. Powoli, powoli oddawała. Pomagali przy tym rodzice. I jej, i Wojtka. Ba, ale ojciec Wojtka się rozchorował z tego wszystkiego. Jego serce nie wytrzymało. Zmarł, a nawet na pogrzebie nie było syna. Jedynego syna. Tylko żona i synowa z wnuczką nie opuściły go do końca. W ogóle mało ludzi przyszło na ten pogrzeb. Znajomi odwrócili się niego. Nie mogli podarować mu syna…

    W końcu udało się spłacić długi Wojtka. Ale – jak to się mówi – biednemu wiatr w oczy. Joanna otrzymała wypowiedzenie z pracy. Próbowała jeszcze się bronić. Powiedziano jej wtedy, że jest traktowana jako człowiek poprzedniego dyrektora. Jednak ów dyrektor siedział na innym stołku, a o niej, Joannie, nie chciał wcale słyszeć…

    -Mówiłam jej – mówi z zacięciem pani Maria. – Nie martw się, córciu. Jakoś sobie poradzimy. Tata zna bardzo dużo ludzi w Lubinie. Na pewno znajdzie sposób, by ci pomóc. I poszedł mąż do syna swojego przyjaciela. Proszę pana, było to straszne. Ten chłopak, bo tak mogę o nim powiedzieć, choć to przecież już mężczyzna, który jest teraz bardzo ważny w Lubinie, ale jak się okazało siedzi jeszcze w piaskownicy. No, właśnie, ten chłopak powiedział mojemu mężowi, że on też miał kłopoty i nikt mu nie pomagał. Takie czasy… I wyzwał mojego męża od komunistów. – Andrzej komunistą? To już nawet nie jest śmieszne. Andrzej komunistą… A ojciec tego chłopaka był ważnym funkcjonariuszem partyjnym, który mienił się przyjacielem męża. Dzisiaj okazało się, dlaczego. Widać w wizerunku towarzysza Marka potrzebna była postać ambitnego inżyniera…

    Mama Joanny płacze. Jej łzy, jak to łzy matki, rozmazują się na policzkach albo opadają na ziemię. I nie chcą wsiąknąć. Nic a nic.

    -Nie przyznaliśmy się córce do tej rozmowy… Nie tylko z niemocy, ale przede wszystkim ze wstydu.

    Wiosną Joanna wybrała się do Wrocławia. Niby na zakupy, niby jakąś pracę miała tam dostać. Mówiła, że chyba znajdzie tam ulgę. I weszła na ostatnie piętro wieżowca, i skoczyła… Po ulgę?

    -Kiedy dowiedzieliśmy się o tym, myślałam, że umrę. Mojego dziecko uciekło z tego świata, bo nikt nie potrafił mu pomóc. Ja również. I ojciec też. To strasznie boli, proszę pana, strasznie. To nie tak miało być. Pozostała nam tylko Sylwunia. Teraz chcę jedynie pójść do prezydenta miasta, by zgodził się na wykupienie miejsca obok córki. Na ulgę dla nas.

    Siadam na ławeczce, ale pani Maria nie chce już więcej mówić. Ja natomiast myślę, wciąż szarpie sobą i pytam:

    -Ile tej ulgi?- I rozglądam się po cmentarzu. Tyle matek tam płacze, tyle nieszczęścia w każdym skrawku ziemi, tyle łez. Kiedy odchodzę, nie pamiętam już żadnej twarzy. Tylko te cholerne wrony i wróble… Cały ten zgiełk.

                                                                                            Tadeusz Stojek

PS.

    Imiona bohaterów tej opowieści zostały zmienione.

O autorze:


    Tadeusz Stojek. artysta, dziennikarz, pedagog, animator kultury i współtwórca Fabryki Kultury, który pracował w Lubinie z młodzieżą i organizował imprezy kulturalne. Zmarł w wieku 52 lat. Dzięki Tadeuszowi Stojkowi w mieście rozpoczęło działalność Stowarzyszenie Na Rzecz Inicjatyw Kulturotwórczych i Wychowania przez Sztukę „Zejdź z ulicy”. Znalazł młodych ludzi zafascynowanych teatrem i uczył ich sztuki aktorskiej. Na tej bazie powstał Teatr Świerszcz oraz Kabaret Szemrany. Sztuka wyszła na ulicę i od czasu do czasu w Lubinie można było spotkać mimów i obejrzeć happening, zorganizowany przez grupę podopiecznych Tadeusza Stojka. Regularnie pokazywane były programy Kabaretu Szemranego.   Siłą napędową obu inicjatyw był Tadeusz Stojek, którego już nie ma.

(…)Wiele osób wiązało uzasadnione nadzieje, że Tadeusz Stojek, jako Ojciec Duchowy lubińskiej kultury niezależnej poprowadzi w inny wymiar miejscowych artystów, twórców, organizatorów kultury i ich sojuszników…Niestety, wielki żal ogarnął tych, co pragnęli czynnie uczestniczyć w tej wędrówce…

Tadeusz udowodnił, że nawet w skrajnie trudnych warunkach zewnętrznych można realizować wielkie projekty i porywać za sobą nie tylko młodzież. Jego projekt społeczno-kulturalny Fabryki zawierający m.in. koncepcję odrodzenia Teatru Świerszcz przyczyniał się do budowania kapitału społecznego w Lubinie oraz stwarzał możliwości realnego integrowania lokalnego środowiska kultury.(…) Andrzej Ossowski (2011r.)

Informacja
Aktualnie przeglądasz wersję elubin.pl dla telefonów komórkowych. Zapraszamy do odwiedzenia strony głownej portalu.

Copyright © 2006-2015 Portal Lubina. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.